home   |   -   |   A-Z   |  


Przedmowa

Pisz, co's widzial

Poczciwo's'c prawdy sie nie leka,

Ignacy Krasicki

W tych kilku slowach cala moja obrona. Poczciwo's'c prawdy sie nie leka! Jak wielka to my'sl, jaka niezwalczona! Dlatego stawie ja jako straz przednia, niech ona wita kazdego, kto roztworzy te ksiazke. Poczciwo's'c prawdy sie nie leka, wiec 'smialo, Czytelniku lub Czytelniczko, podajcie mi reke i zajrzyjmy wsp'olnie do tych nedz wielkich, do tych nieszcze's'c ko'nczacych sie zbrodnia, do tego kalu wedlug wyraze'n naszych dobrych znajomych Nie b'oj sie, kobieto, czytaj 'smialo te karty, kal nie dotknie twej bialej szaty, bo tylko brud lgnie do brudu, a chorzy boja sie ran swoich.

Niedola takich jak Ka'ska istot, ich stopniowy upadek, na koniec 'smier'c to'c nie kal, nie brud, lecz prawda tak wielka, ze jak promie'n slo'nca przedziera sie przez tajemnicza zaslone, jaka by falszywi poczciwcy osloni'c ja chcieli.

Tuz obok Ciebie moze jest taka Ka'ska, walczaca z pokusami 'swiata, ciemna, nie'swiadoma, pelna najlepszych checi, ale i najgorszych, wrodzonych juz instynkt'ow. Ta istota cierpi, walczy, wyciaga nieraz ramiona, szukajac bezwiednie punktu moralnego oparcia, i nigdzie nie znajduje podpory i rady, zaden glos ja nie pokieruje, nikt nie zapyta, co jej dolega. Czyz od chlebodawczyni swej ma prawo zada'c tylko lyzki strawy i regularnej zaplaty? Czyz po zgotowaniu rosolu i uprasowaniu bielizny taka Ka'ska przestaje istnie'c dla swej pani? Wszak to kobieta, kobieta taka sama, jak i Ty, piekna Czytelniczko, ale ilez od Ciebie nieszcze'sliwsza! Sponiewierana, rzucona na bezdroze, bezustannie pracujaca jak w'ol w jarzmie, upada wreszcie, nie umiejac zaczerpna'c w sobie samej sily do odparcia pokusy. I gdyby na tym byl koniec! Alez nie upadek takiej kobiety ciagnie za soba caly szereg nedz, a czesto i zbrodni. Wszak najwiekszy procent dzieciob'ojczy'n daja sluzace. Jest to fakt stwierdzony. Dlatego to podjelam te niewdzieczna prace. Wiele juz musialam przecierpie'c od ludzi malej inteligencji i jeszcze mniejszego serca. Wedlug nich jedynie che'c rozglosu sklania mnie do pisania Kasiek i Malaszek. Dziwia sie, ze kobiety nie wahaja sie odsloni'c najstraszniejszej nedzy innych kobiet i zawola'c wielkim glosem: Patrzcie! W ten spos'ob konaja istoty, za kt'orymi gonicie, odbierajac im krase, mlodo's'c, a dajac im w zamian nedze i cierpienie!. O, zaprawde! poczciwy prawdy sie nie leka. Ten, kto nie ma na sumieniu zgonu takiej Ka'ski, 'smialo przeczyta ja do ko'nca. I te studia poloznicze, jak nazwal moja powie's'c pewien brukowy 'swistek, moze pozostawia w jego umy'sle trwalsze wspomnienie niz stosy romans'ow bezcelowych, tworzonych w niezdrowej woni 'zle umeblowanych buduar'ow, kt'ore jako gl'owny cel maja do wykazania, ze kobiety owijaja sie w jedwabie i maja niezmiernie dlugie rzesy, a mezczy'zni wyniosle czola i masy pustych frazes'ow w ustach. Dlatego to ludziom poczciwym polecam 'smialo moja biedna Ka'ske. Czytajcie ja sercem, tak jak ja ja sercem pisalam. Niech was forma zbyt szczera nie trwozy. Wszakze to nasz Skarga powiedzial: prawda, jak uczciwa niewiasta, w lada sukni piekna jest i przyjemna; nieprawda jako nierzadnica slowy sie przybiera i muszcze[1]. Niech Was takze nie dziwi rodzaj sentymentalizmu wiejacy chwilami z tych kartek. To prawda takze, to zycie, tak jak ono jest, z tym, co nam daje pieknego i nedznego, z poezja i proza swoja. Ja biore wszystko, co jest pod reka, a skarby to nieprzebrane, tkane czarna i zlota przedza. Nie na'sladuje nikogo, cho'c mi i plagiaty zarzucono. Spisuje to, co zobacze, to co mi w serce sie wgryzie nedza swoja lub ukolysze czarem prawdziwej poezji. Oryginalno'scia rozglosu nie pragne sie dobi'c, bo smutny to rozglos, gdy najlepsza my'sl 'zli ludzie spacza i brudna dusza szukajac brudu, jedynie tylko forme widza, o tre's'c i cel nie pytajac sie nawet. Czyz ta oslawiona Nana Zoli nie tlumaczy swego istnienia tym jednym krzykiem: 'a Berlin! ko'nczacym caly ten tak zohydzony romans? Nane usprawiedliwil upadek Francji, moja biedna Ka'ske niech uniewinnia trupy dzieci znajdywane prawie codziennie. Wiem, ze w oczach tych ludzi, kt'orzy zwykli wyszukiwa'c we wszystkim kalu i bezwstydu, nawet trup dziecka zgladzonego przez wlasna matke laski nie znajdzie, ale o zdanie takich jednostek, kt'ore lubia prawde nakreca'c do swych upodoba'n, kt'ore w Nanie, zamiast szczytniej przewodniej my'sli francuskiego pisarza, widza tylko nagie cialo i zakrywaja przed nim obludnie przygasle od rozpusty oczy o zdanie takich ludzi nie dbam wcale. Nie pisze dla nich, pisze dla poczciwych, bo ci sie prawdy nie zlekna.

Gabriela 'Sniezko-Zapolska

Dnia 18 lipca 1887 r. Warszawa


Gabriela Zapolska Ka \ska Kariatyda | Kaśka Kariatyda | Ka \ska Kariatyda