home   |   -   |   A-Z   |  


II

Niewielka sie'n, brudnawa i ciemna. Przedsionek sali, w kt'orej sadza sie pysk'owki.

Jest to chemiczna pralnia tego czego's gronostajowego, co kazdy czlowiek d'zwiga w sobie, czy chce, czy nie chce, i co sie nazywa honorem.

Podobno jeszcze dwie rzeczy moga wypra'c te gronostaje: albo krew, albo wyrok sadowy.

Dulska wybrala to drugie.

Obecnie siedzi, wystrojona jak na 'swieto, ale wedle jej mniemania bardzo dostatnio i bardzo powaznie. Suknia jedwabna heliotrop, na niej suta peleryna, a na glowie uroczysty toczek z ciemnym pi'orem. Pod szyja broszka oszklona, w kt'orej sa jakie's wlosy, li'scie, rozmaite pamiatki. Dzierzy w reku parasolke, torbe, chustke i szyldkretowa[75] lornetke. To ostatnie narzedzie nie'smialo, bo nabyla je niedawno i nie umie jeszcze go uzywa'c.

Dulska ma mine powazna, skupiona, godna. Obok niej Felicjan w nowym krawacie jest bardziej zagadkowy niz zwykle. Siedzi po lewej, bo Dulska, czy w dorozce, czy gdzie's na oczach ludzi, 'sci'sle przestrzega swej godno'sci malzonki legalnej, to jest: zajmujacej prawa strone dw'ojki malze'nskiej, Po drugiej stronie Dulskiej umie'scila sie strwozona i niepewna Zofia, zamezna Oderwanek. I ona ma 'sliczna orzechowa suknie, nie'smiertelny paltocik popielaty i kapelusz z wyblakla wstazka na glowie. Od rekawiczek tych dam, jasnych, bije silnie wo'n benzyny. Wielki szacunek prawa owiewa je cale. Tudziez i pewno's'c wygranej.

Dulska nawet jest tak pewna wygranej, ze rozporzadzila w domu familijna kawe, do kt'orej kazala upiec babke z podw'ojna ilo'scia rodzynk'ow. Wszystkie kurze wysprzatano co do jednego. O maly wlos, bylaby Dulska zarzadzila gremialne[76] p'oj'scie do spowiedzi i duze pranie.

Odlozyla to jednak na dzie'n nastepny.

Teraz siedzi i laskawie u'smiecha sie do swoich 'swiadk'ow, do Jakuba Czarnoryjskiego, str'oza, prezentujacego najwspanialsze okazy artretyzmu, jakie wyhodowa'c moze w swych suterenach kamienicznik, i Marianny Zygmu's, praczki, znajdujacej sie[77] w sadzie bardzo swojsko i jako's familiarnie.

Matyldy Sztrumpf ani 'sladu.

A tej nie ma jako's moja pani! m'owi pani Oderwanek.

Dulska u'smiecha sie ironicznie.

Trafi jeszcze na czas, aby sie wstydu najadla!

A moze wcale nie przyjdzie.

No, to ja zasadza zaocznie tak samo.

I po co jej to bylo?

Ha, no Taka to juz przyzwyczajona.

A co jej zrobia?

Dulska jakby kto podminowal.

Jak to co? Wsadza do aresztu. Jak beda chcieli zasadzi'c na grzywne, nie zgodze sie! Niech siedzi! Zobaczymy, jak jej posmakuje wikt aresztancki i barl'og[78]. Potrzymam do jesieni

No, moja pani! No, moja pani!

Zaszumialo zachichotalo.

Do sali weszla Matylda Sztrumpf, ubrana z nadzwyczajnym szykiem. Suknia biala z linon[79], inkrustowana wstazkami, na tym zarzucone lekkie okrycie w mala kratke, krojem `a la[80] gejsza, ogromny kapelusz Solferino[81] z olbrzymia r'oza i wysoka gl'owka Empire. Elegancka parasolka, eleganckie szczeg'oly i szczeg'oliki, a spod jedwabnej halki wygladaly dyskretnie 'sliczne po'nczoszki azurowe.

Weszla jak maj, jak cud, wionela jak zapach, skoncentrowany w krysztalowym flakonie, w ten brud, zaduch i szpetote sadowej sieni.

Obok niej szastal sie mlody adwokacik, ubrany elegancko, z teczka pod pacha.

Wszystkie batiary[82], siedzace na lawkach, dostali jakby kataleptycznego[83] ataku i powstawali z lawek.

Wziela adwokata! wyszeptala do Dulskiej pani Oderwanek.

To jej nie pomoze!

Szkoda ze i my nie wzieli

Po co? burknela Dulska. Ja mam adwokata w swojej gebie, a potem[84] Pan Jezus z nami.

Kokotka umie'scila sie naprzeciw familii Dulskich i lornetowala ich przez cudaczne face `a main[85] ze zlota i rubin'ow.

Bezczelna! syknela Dulska i wachlowa'c sie zaczela chustka od nosa.


*


Wreszcie sprawa Sztrumpf Dulska weszla na wokande.

Zawezwano obie strony przed oblicze sedziego.

Sedzia byl 'sredniego wieku, do's'c przystojny, i zona jego bawila wla'snie u w'od.

Wchodzaca z szelestem Matylde Sztrumpf obrzucil bacznym wejrzeniem.

Dulska przez szeroko's'c stolu wyciagnela ku sedziemu reke, woniejaca benzyna.

Sedzia zdziwiony spojrzal i w odpowiedzi wskazal wszystkim krzesla.

Prosze siada'c!

Dulska sie stropila, ale nie dala tego pozna'c po sobie.

Kokotka zajela miejsce prawie naprzeciw sedziego, obok swego adwokata, z kt'orym rozmawiala wesolo.

Robila wiele szumu swoimi taftowymi sp'odnicami i dzwonila brelokami, rzucajac na sedziego palace spojrzenia.

Pani Dulska, zachowujaca sie z calym szacunkiem wobec przedstawicieli sprawiedliwo'sci, zapragnela wyzyska'c te plocho's'c kokotki i dobrze usposobi'c dla siebie sedziego.

No, moja pani! co to za zachowanie! wyrzekla glo'sno do zony konduktora. Co to za brak czci dla trebunalu[86]!

Jaki's jegomo's'c tymczasem, 'zle odzywiany, chudy i znudzony, powstal z miejsca i monotonnym glosem odczytal akt oskarzenia, rywalizujac z brzekiem much, kt'orych cale warstwy lataly w powietrzu, urozmaicajac biel 'scian i sufitu.

Wreszcie rozpoczelo sie badanie.

Okazalo sie, ze kokotka liczy sobie lat dwadzie'scia cztery. Dulska wzruszyla ramionami na to bezbozne klamstwo i wyrzekla:

A ja powiem prawde wielmoznemu panu sedziemu. Ja sie nie potrzebuje kry'c z mymi latami. Ja mam czterdzie'sci cztery. Na 'swietego Floriana sko'nczylam wla'snie. Mialam dwadzie'scia r'owno, kiedy sie m'oj pierwszy syn urodzil. Zycie moje szlo r'owno i uczciwie, panie sedzio!

Lecz sedzia odrzekl glosem bez zadnej intonacji:

To do rzeczy nie nalezy!

Dulska az uniosla sie na krze'sle.

Przepraszam, panie sedzio, ale chcialam, azeby pan sedzia wiedzial, kim jestem ja, a kim jest ta pani!

Lecz sedzia przerwal oschle:

Przepraszam. Pani tylko wolno odpowiada'c na moje pytania.

Jednakze

Dosy'c!

Kokotka zrobila grzeczna minke i odpowiada'c zaczela zwie'zle i kr'otko, nie 'sciagajac na siebie zadnej wym'owki sedziego. Dulska uczula to, mimo to tak byla silnie rozdrazniona, iz nie mogla zapanowa'c nad swymi nerwami.

Pani jest mezatka, panna, wdowa? zapytal sedzia kokotki.

Jestem separowana.

A pani? zwr'ocil sie do Dulskiej.

Zamezna! zagrzmialo tryumfalnie.

Dzieci sa?

Syn i dwie c'orki. Syn w prokuratorii skarbu. Ma jecha'c wla'snie za granice! dodala po'spiesznie, nie zwazajac, ze wszyscy, zdumieni tym wyznaniem, patrza na nia z u'smiechem.

Sprawa szla do's'c pospiesznie. Sedzia nie znosil much i upalu. Przecinal ciagle upusty wymowy Dulskiej i wezwal 'swiadk'ow. Pierwsza zjawila sie orzechowa posta'c Zofii Oderwanek. Widzac, ze wo'zny zapala dwa ogarki 'swiec kolo krucyfiksu, zaczela sie ba'c i trwozy'c. Lecz Dulska pocieszala ja i krzepila. Zofia Oderwanek przysiegla mdlejacym glosem, przyznala sie do trzydziestu siedmiu lat i rozpoczela zeznanie. M'owila dlugo i szeroko o zuchwalstwie podsadnej i o tym, co Dulska i lokatorzy cierpie'c musieli. O Murzynku wtracila, rumieniac sie i jakajac. Dopomagala jej Dulska, mimo ze sedzia gromil ja i wzywal do porzadku.

Ja nie mam rekaw'ow jak choragwie, panie sedzio, okrytych koronkami. Ja nie zamiatam takimi rekawami ganku! wyrzucila nagle ze siebie Dulska.

Prosze powr'oci'c do rzeczy! zawolal sedzia. Niech 'swiadek opowie, jak sie to stalo z ta gl'owna obraza slowna, w kt'orej 'swiadek byl 'swiadkiem.

Ach! tego dnia byly straszne szkandaly. Ta pani to prawie przepraszam laski pana sedziego, ze go obraze bez ubrania latala po ganku. A dzie'n przedtem to jej dziecko czarne, panie sedzio, czarne

?

Dulska wtracila po'spiesznie:

Widocznie maz tej damy byl Murzyn. Zdaje sie, panie sedzio, ze to wystarcza!

Zalozyla rece na brzuchu i spojrzala tryumfalnie na Matylde Sztrumpf.

Ta zakolysala sie na krze'sle, wstala, pokazala 'sliczne zeby i parsknela 'smiechem:

Ja! wirklich! ein Mohr![87] potwierdzila tryumfujaco.

I 'smiala sie dalej.

Dulska schwycila sie za glowe z oburzenia.

Za Matylda roze'smial sie jej adwokat, zawt'orowal pisarz, jakie's jeszcze figury, kt'ore krecily sie po izbie. Sam sedzia nie m'ogl utrzyma'c swej powagi. 'Smialo sie wszystko z tej milostki Matyldy Sztrumpf z nieznanym Murzynem.

Promienie slo'nca drgaly na papierach zalegajacych st'ol, ta'nczyly cake-walk'a w brylantach kokotki. Jako's ja'sniej, weselej zrobilo sie w ponurej pralni nadwyrezonych honor'ow.

Tylko Dulska i pani Oderwanek spojrzaly na siebie zdumione i zdekoncertowane[88].

'Smieja sie, moja pani! szepnela Oderwankowa.

Dulska pr'obowala sie takze u'smiechna'c.

Moja pani! Bo to takie bezecne, ze az chyba do 'smiechu albo do placzu. Ale zawsze!

Pst!

Rozpoczeto sie dalsze badanie Zofii Oderwanek.

Co wla'sciwie oskarzona m'owila i jakie byly owe obelgi?

Pani Oderwanek troszke sie jakby stropila.

Ta osoba m'owila, a raczej wrzeszczala po niemiecku. Obrazala ostatnimi slowami pania gospodynia, a potem mnie i wszystkich. Wyzywala na naszych syn'ow na mego Olafka, com go tak ciezko i bole'snie rodzila.

Tu, pani Oderwanek cicho plaka'c zaczela.

Pani Dulska uspakajala ja i cieszyla.

Uspok'oj sie pani, maz pani wr'oci z objazdu, on pania pom'sci.

Sedzia patrzal na spazmujaca[89] dame szklanymi oczyma.

Jednakze! zaczal po chwili co wla'sciwie oskarzona m'owila?

C'oz taka moze m'owi'c! zaperzyla sie pani Dulska. Rzeczy, kt'ore z szacunku nie powtarza sie przed sadem.

Tu wtracil sie adwokat Matyldy Sztrumpf:

Przepraszam, czy 'swiadek rozumie po niemiecku?

Nastapila chwila milczenia.

Zofia Oderwanek wspomniala na przysiege i ogarnela ja wielka trwoga.

Czy pani rozumie po niemiecku? powt'orzyl sedzia.

Nie, panie sedzio! przyznala sie cicho i jakby ze wstydem pani Oderwanek.

Wobec tego, zeznania pani sa uko'nczone!

Zofia Oderwanek cofnela sie na lawke, pod piec, przeprowadzona piorunujacym wzrokiem pani Dulskiej, kt'ora mszczac sie za zbytnie skrupuly sumienia swej lokatorki, postanowila jej czynsz zaraz podwyzszy'c.

Nastepnym 'swiadkiem byl Felicjan Dulski.

W surducie, w nowym liliowym krawacie, przedstawial sie wcale[90] przyzwoicie. Widoczne jednak bylo, iz postanowil nic nie m'owi'c. Przysiagl i na tym ograniczylo sie jego zeznanie. Dulska zawiadomila sad, iz w chwili krytycznej Felicjan znajdowal sie w kuchni, lecz gdy chciala dalej zeznawa'c za 'swiadka, sedzia kazal jej milcze'c.

Wiec pan nic nie slyszal?

Felicjan skinal glowa.

Dziekujemy panu!

Felicjan uklonil sie i szedl ku drzwiom. Co's jakby u'smieszek leciuchny, jaka's Schadenfreude przesunela sie po jego waskich wargach, gdy spotkal sie z w'scieklym wzrokiem zony.

Nastepny 'swiadek, Marianna Zygmu's, zawodowa praczka, wpadla w swej derowej chustce i dobrze wykrochmalonej sp'odnicy, jak bomba, i w dygach i uklonach podleciala do stolu.

Caluje raczki panu sedziemu, wielmoznej pani gospodyni i wielmoznym pa'nstwu! wrzasnela z rado'scia.

Twarz jej obsypana piegami, podobna do indyczego jaja, promieniala. U'smiechala sie do wszystkiego i do wszystkich. Sad jej nie przerazal. A natychmiast wykryla sie przyczyna.

Czy 'swiadek byl juz karany? zapytal miedzy innymi sedzia.

A jakze! odparla, 'smiejac sie Marianna.

Ile razy?

Duzo.

Za co?

Pan B'og ich tam wie. Za rozmaite. Zawsze za pysk'owki. Bo pan sedzia wie, u nas prostych ludzi jak sie za lby pobierzemy, to zaraz do sadu

Roze'smiala sie do Dulskiej, do kokotki, nie wiedzac, ze na Dulska uderzyly plomienie.

Jakze to bylo? zapytal sedzia.

Wyciagnal sie leniwie na krze'sle i wpil sie wzrokiem w Matylde Sztrumpf, kt'ora, zar'ozowiona pod wplywem upalu, byla rzeczywi'scie ponetna i ladna.

Ano, ta nie wiem! wykrzykiwala dalej Zygmusiowa.

Jak to, nie wiecie? zaperzyla sie Dulska. Byli'scie przeciez na dziedzi'ncu.

Ano bylam, prosze laski pani gospodyni, ale widzialam, ze sie panie czego's uganialy na siebie po gankach. Tylko maglarka[91] m'owila w grajzlerni[92], ze to poszlo o to, ze pani konduktorowa, jak pana konduktora nie ma, to wpuszcza przez okno do siebie jakiego's, czy co's Ja ta nie wiem

Tableau[93].

Sedzia stuknal w st'ol.

To do rzeczy nie nalezy! Chodzi o obelgi!

A! Obelg'ow zadnych nie slyszalam!

'Swiadek moze odej's'c!

Nastepny 'swiadek, str'oz Czarnoryjski, z zawodu artretyk, zeznal w tym samym duchu. Nic nie slyszal, nic nie wie. Natomiast wyluszczyl, iz bierze cztery guldeny miesiecznie za calodzienna i calonocna sluzbe, ze z tych pieniedzy kupuje nafte do o'swietlania sze'sciu pieter i ze wskutek nadmiaru pracy jest ciagle 'spiacy, a wiec i obelg slysze'c nie m'ogl.

Wyluszczywszy to wszystko, zabral sie ze swymi artretyzmami i piwniczna wonia, kt'ora caly przesiakl, do powrotu.

Na twarz Dulskiej wystapily granatowe plamy, mimo to siedziala, ciagle jeszcze ufajac w sprawiedliwo's'c boska i ludzka.


*


Lecz zawiodla ja ta ufno's'c.

Zawiodla z kretesem.

Adwokat zrzekl sie glosu, a sedzia, powstawszy, wyglosil wyrok, uwalniajacy Matylde Sztrumpf od winy i kary.

Dla[94] braku dowod'ow.

Dulska poczerwieniala jeszcze bardziej, potem zbladla. Kokotka patrzala na nia przez szybki swego face `a main. Dulskiej zdawalo sie, ze spelniona zostala w tej izbie straszna zbrodnia przekupstwa. Nie mogla sie powstrzyma'c.

Nie nam biednym ludziom prawowa'c sie[95] z takimi, co zlotem brzecza! syknela, zabierajac sie do odej'scia.

Sedzia spojrzal na nia uwaznie.

Co pani powiedziala? zapytal ostro.

Lecz Dulska, jak kazdy zuchwalec, stch'orzyla wobec wladzy.

Nic, panie sedzio! wyrzekla z uklonem.

Radze pani liczy'c sie ze slowami rzucil jej na pozegnanie sedzia. Moze pani odpowiada'c za to ciezko!

Dulska wyszla, roztracajac wszystkich. Nie spojrzala nawet na Oderwankowa, przybita i przeczuwajaca podwyzke komornego. Felicjan dawno juz znikl, nie czekajac wydania wyroku.

Str'oz i praczka klaniali sie nisko pani gospodyni, lecz ta zignorowala ich i cala drzaca wyszla z godno'scia na ulice.

Powyrzucam te wszystkie kanalie, bydlo wstretne i niegodziwe! my'slala. A ten sedzia to pewno kochanek tej lotrzycy

U'smiechnela sie gorzko.

C'oz! Nie nam uczciwym kobietom walczy'c z takimi! Wole moja przegrana niz jej wygrana, zdobyta takimi 'srodkami. I ja, gdybym chciala, bylabym wygrala


*


W p'ol godziny p'o'zniej w domu Dulskich panowala przygnebiajaca atmosfera.

Z kawy familijnej nie bylo nic. Dulska, przyszedlszy do domu, wym'owila miejsce obu slugom, str'ozowi i mieszkanie Oderwankowej i praczce. Kawe kazala schowa'c na jutro, a babke, porwawszy z pasja, zamknela na trzy spusty w kredensie. Odm'owila Hesi zadanych pieniedzy na zeszyty, a Meli dala chinine[96] bez oplatka. Szukala Zbyszka wszedzie, aby go specjalnie przekla'c, ale nigdzie go znale'z'c nie mogla, jak r'owniez i Felicjana. Skryla sie wreszcie do sypialni i pograzyla w ponurym milczeniu.

Na ganku p'olnaga kokotka, trzymajac demonstracyjnie pelna melancholii murzy'nska dziecine, 'spiewala mocnym a silnie naderwanym glosem:

Man ist so alt wie eine Kuh,

Und lernt man immer was dazu[97].

Lido 1908

inszy (daw.) inny.

barchan gruba tkanina bawelniana.

talary tu: duze krazki, od nazwy duzej srebrnej monety.

paproszy'c dzi's: patroszy'c.

pomada tlusty, pachnacy 'srodek kosmetyczny uzywany dawniej do smarowania wlos'ow dla nadania im polysku i miekko'sci.

kokocica (daw.) zgr. od kokota: prostytutka.

gulden srebrna moneta Austro-Wegier.

zreszta tu: poza tym.

stora ciezka zaslona.

wiewajacy powiewajacy.

oszyte dzi's: obszyte.

walansjenka cienka, delikatna koronka; nazwa od fr. miasta Valenciennes.

dessous (fr.) bielizna damska.

haczkowany (daw.) wykonany szydelkiem.

kontent (daw.) zadowolony.

potem (daw.) poza tym.

bielizne oddaje za dom bielizne oddaje do prania poza domem.

wym'owi'c tu: zastrzec sobie, umawiajac sie.

guma (daw. pot.) dorozka na kolach obciagnietych guma.

esprit fort (fr.) osoba wznoszaca sie ponad powszechne, utarte poglady i wierzenia religijne; otwarta glowa; wolnomy'sliciel.

dokumentnie dokladnie; daw.: niewatpliwie.

oficyna boczne skrzydlo budynku, zwykle przeznaczone na pomieszczenia gospodarcze.

ray'e (fr.) pasiasty, w paski.

tailleur a. costume tailleur (fr.) kostium damski, ubranie skladajace sie z zakietu i sp'odnicy.

by'c za kim's (daw.) o kobiecie: by'c czyja's zona.

skrofuliczny chory na gru'zlice wezl'ow chlonnych szyi, daw. zwana skrofulami.

wiktualy (z lac., przest.) produkty spozywcze, zywno's'c.

sztama (z niem., pot.) przyjacielski uklad zapewniajacy wzajemna pomoc.

wschody (daw.) dzi's: schody.

paser osoba handlujaca skradzionymi przedmiotami.

pardon (fr.) przepraszam.

Schauen's, dass Sie weiter kommen (niem.) Zobaczymy, co pan wsk'orasz.

influenza dzi's: grypa.

magistrat (z lac.) rada miejska, dzisiejszy ratusz.

tradycjonalny tradycyjny.

zartretyzmowany cierpiacy na artretyzm, przewlekla chorobe, przejawiajaca sie znieksztalceniami staw'ow i silnymi b'olami.

haarnadla (niem. Haarnadel) szpilka do wlos'ow.

narzucila sie dzi's: rzucila sie.

familia (lac.) rodzina.

nachkastlik (reg., z niem.) dzi's popr.: nakastlik: mala, podreczna szafka stojaca przy l'ozku.

schadenfreuda, wla'sc. Schadenfreude (niem.) przyjemno's'c czerpana z cudzego niepowodzenia.

delozowa'c eksmitowa'c, usuna'c sie a. usuna'c kogo's z jakiego's miejsca.

dezynwoltura nadmiernie swobodne, lekcewazace zachowanie.

perkalowy wykonany z perkalu, cienkiego bawelnianego pl'otna.

kamelia krzew o duzych, bialych lub r'ozowych kwiatach; tez: kwiat tej ro'sliny

czereda gromada.

ampla lampa wiszaca zaopatrzona w plytki klosz.

legumina rodzaj deseru, slodka potrawa na mace, np. kisiel, budy'n czy pudding.

zali a. zali (daw.) czy, czyz, czy rzeczywi'scie.

peniuar elegancki, poranny kobiecy str'oj domowy.

balaski pionowe slupki w balustradzie.

welwet l'sniaca tkanina bawelniana podobna do aksamitu.

tafta tkanina jedwabna, nieco sztywna, szeleszczaca przy jej poruszaniu.

batyst cienka tkanina z bawelny lub z lnu.

pomieszkanie (daw.) miejsce zamieszkania, mieszkanie.

trottel (niem. Trottel) glupek.

rozterka tu w dawnym znaczeniu: sp'or, konflikt.

factotum (lac. fac totum: r'ob wszystko) zaufana osoba, wypelniajaca wszelkie polecenia.

diapazon skala, rozpieto's'c glosu.

Was denn? (niem.) No co?

strizzi (pot. niem.) alfons, mezczyzna czerpiacy zyski z prostytucji kobiet.

mit dem Mann treiben, was ich will. Es ist mein Vater (niem.) z tym czlowiekiem wyprawia'c, co chce. To m'oj ojciec.

Lyczak'ow wsch. dzielnica Lwowa.

ouistiti (fr.) marmozeta, mala malpka z Ameryki Pld.

maluczko (przestarz.) zdr. od malo; tu: niewiele brakuje, zeby

cake-walk taniec towarzyski o zywym tempie, laczacy kroki polki, marsza i two-stepa oraz ruchy ciala na'sladujace ta'nce murzy'nskie; na przelomie XIX i XX wieku popularny poczatkowo w Stanach Zjednoczonych, a nastepnie w Europie.

koszykowe (daw.) przywlaszczona przez kogo's cze's'c pieniedzy, jakie otrzymal na zrobienie zakup'ow.

infant nastepca tronu; dziecko, potomek.

Was? (niem.) Co?

Ach, das ist ganz egal (niem.) Ach, to wszystko jedno.

so ein Lump, so ein Strizzi (niem.) taki 'smie'c, taki alfons.

sukurs (z lac.) wsparcie, pomoc.

szkandal skandal.

w'sr'od tu: w 'srodku.

szyldkret a. szylkret tworzywo uzyskiwane ze skorup z'olwi morskich.

gremialne masowe.

znajdowa'c sie tu: czu'c sie.

barl'og nedzne, niechlujne legowisko.

linon (fr.) batyst, cienka tkanina z bawelny lub z lnu.

`a la (fr.) wykonany w spos'ob przypominajacy co's innego.

solferino tu: rodzaj kapelusza a. by'c moze jego kolor: czerwonofioletowy.

batiar a. baciar (reg.) ulicznik, lobuz.

kataleptyczny charakterystyczny dla katalepsji, to jest zesztywnienia spowodowanego wzrostem napiecia mie'sniowego.

potem tu: poza tym.

face `a main (fr.) rodzaj okular'ow z dluga raczka do trzymania; lorgnon.

trebunal (gw.) trybunal, sad.

Ja! wirklich! ein Mohr! (niem.) Tak, rzeczywi'scie, Murzyn!

zdekoncertowa'c (daw.) zbi'c z tropu, zmiesza'c.

spazmowa'c gwaltownie plaka'c, zachlystujac sie i lkajac.

wcale (daw.) calkiem.

maglarka kobieta pracujaca w maglu.

grajzlernia (z niem. Greissler) sklepik z tanimi towarami niskiej jako'sci; maly sklep spozywczy, z artykulami pierwszej potrzeby itp.

tableau (fr.: obraz) jako wykrzyknienie: oto scena! (o'smieszajaca kogo's).

dla (daw.) z powodu.

prawowa'c sie (daw.) dochodzi'c racji przed sadem.

chinina lek w postaci bialego, gorzkiego proszku otrzymywany z kory chinowca.

Man ist so alt, wie eine Kuh,/ Und lernt man immer was dazu (niem., przysl.) Czlowiek jest stary jak krowa, a wciaz sie czego's uczy.


| Pani Dulska przed sądem |